|
Gościem
tegorocznego Festiwalu Pieśni Maryjnej w Górecku
Kościelnym
była
popularna piosenkarka
ELENI
Z
wielką gwiazdą polskiej i greckiej piosenki rozmawia
organizator Festiwalu ks. Tadeusz Sochan
Niewiele
jest w Polsce zakątków, których Pani jeszcze
nie odwiedziła. Dlaczego tak łatwo udało się zaprosić
Panią do maleńkiego Górecka?
Zwiedziłam
Polskę wzdłuż i wszerz podczas moich koncertów
i bardzo się z tego cieszę, bo to przecież moja druga
ojczyzna. Chociaż jestem z krwi i kości Greczynką, tu
urodziłam się, przeżyłam dzieciństwo i wszystkie swoje
dotychczasowe lata. Wiele słyszałam o Roztoczu, ale
nie przypuszczałam, że jest to tak piękna kraina czystych
potoków, dziewiczych lasów, świeżego balsamicznego
powietrza i wspaniałych zabytków kultury. A gdy
mi powiedziano, że Górecko to prawdziwa roztoczańska
perła, bez wahania przyjęłam zaproszenie na koncert.
Nie sądziłam wówczas, że Festiwal Pieśni Maryjnej
przyjmie takie rozmiary. Byłam urzeczona scenerią amfiteatru,
barwnymi strojami ludowych zespołów, atmosferą
spokoju i radości, a także dobrą organizacją imprezy.
Nie żałuję, że tu przyjechałam. Bawiłam się wspaniale
i byłam wzruszona niezwykłym przyjęciem. Odjeżdżając,
mówiłam do zobaczenia w Górecku, gdyż
chciałabym w przyszłości trochę więcej czasu spędzić
podczas mojego urlopu.
Mówiła
Pani o swoim greckim rodowodzie. Wróćmy, zatem
do przeszłości. Znamy wprawdzie okoliczności przyjazdu
Pani rodziny do Polski, ale chcielibyśmy zapytać jak
Pani wspomina swoje dzieciństwo?
Moi
rodzice z sześciorgiem dzieci opuścili Grecję w latach
50-tych i zamieszkali w Bielawie na Dolnym Śląsku. Podzielili
los kilkunastu tysięcy emigrantów politycznych
z Grecji. Polska okazała się krajem bardzo gościnnym.
Urodziłam się jako ósme z dziesięciorga rodzeństwa.
Różnica wieku między mną, a najstarszą siostrą
wynosi 20 lat. Z sentymentem wracam do lat dziecinnych.
Rodzice nie znali języka polskiego, w domu mówiliśmy
wyłącznie po grecku. Dopiero w szkole podstawowej zaczęłam
się uczyć języka mojej drugiej Ojczyzny. W Bielawie
mieszkało 70 greckich rodzin, spotkały się tam dwie
-jakże różne kultury - grecka i polska. Nasza
kultura bardzo podobała się Polakom, okazała się dla
nich niezwykle ciekawa. Chętnie uczyli się greckich
słów i tańców. Najłatwiej porozumiewały
się ze sobą dzieci, mimo nieznajomości języka. Harmonijne
współżycie obu kultur widoczne było, na co dzień,
chociażby we wzajemnej wymianie doświadczeń z zakresu
prowadzenia domu. Byłam bardzo grzecznym dzieckiem,
rodzice nie mieli ze mną żadnych kłopotów, mimo
że nie mogli poświęcić mnie i mojemu rodzeństwu wystarczająco
dużo czasu, gdyż ciężko pracowali w Zakadach Bawełnianych.
Jak
każdy naród, nasza społeczność dbała o swoje
tradycje i zachowanie narodowej tożsamości? W Bielawie
mieliśmy swój grecki klub, a także organizowaliśmy
małe festiwale pieśni greckiej. Młodzież i dzieci każdego
tygodnia przez dwie godziny poznawały narodową kulturę,
historię i język.
Jak
zaczęła się Pani przygoda z muzyką?
Moje
starsze rodzeństwo i krewni, którzy też osiedlili
się w Polsce byli bardzo muzykalni. Często grywali i
śpiewali dla Polaków. Początkowo przysłuchiwałam
się tym występom, a potem sama zaczęłam grać na gitarze.
Potem skończyłam szkołę muzyczną i mając 19 lat byłam
już nauczycielką wychowania muzycznego. Wychowałam się
na muzyce greckiej, ilekroć słyszę dźwięki buzuki, odzywa
się we mnie grecka dusza. Te nuty mam we krwi. Bardzo
lubię śpiewać piosenki w klimacie słonecznej Hellady,
bo są romantyczne, nastrojowe i wywołują emocje. Ludzie
słuchając ich wzruszają się, płaczą. Swoją drogę artystyczną
zaczynałam w zespole „ PROMETEUSZ", tam poznałam
męża Fukisa.
Jedną
z płyt zatytułowała Pani „Nic miłości nie pokona".
Jak sprawdza się w Pani życiu ta piękna myśl?
Życie
każdego człowieka składa się z dobrych i złych momentów,
zdarzają się radosne chwile, zdarzają się też tragedie.
Mnie los doświadczył bardzo boleśnie. Straciłam jedyną
córkę, która została zamordowana, gdy
miała 17 lat. Chociaż od tej tragedii minęło już 6 lat,
wciąż czuję bliską obecność Afrodyty, w jej pokoju wszystko
pozostało bez zmian, wygląda on tak, jak wówczas,
gdy wyszła z niego po raz ostatni. Nadal wiszą jej zdjęcia
i obrazy, które malowała. Bólu po takiej
stracie nic nie może ukoić, trzeba z nim żyć dzień po
dniu. Nie chciałam wycofywać się z życia, choć wiele
mnie to kosztowało. Matka, która straciła dziecko
może przebaczyć, ale nigdy nie zapomni tego, co się
stało. Przebaczając mordercy wyzbyłam się złych emocji,
gdybym nosiła w sercu nienawiść to by mnie zabiło. Nie
mogłabym wyjść do ludzi, gdybym nie przebaczyła. W odzyskaniu
równowagi wewnętrznej pomogła mi wiara w Boga,
modlitwa i muzyka. Wiele modliłam się, przepraszałam
Boga za swoje błędy, pytałam, dlaczego tak się stało,
robiłam rachunek sumienia. Dopiero wówczas, gdy
przebaczyłam, mogłam znów śpiewać, chociaż było
to bardzo trudne. Publiczność pomogła mi na początku
w przełamaniu lęku przed wyjściem na scenę. Starałam
się nie pokazać tego, co czuję. Otrzymywałam i otrzymuję
wiele listów, które są wyrazem wielkiej
życzliwości i solidarności ludzkiej. Mój przykład
dodaje otuchy innym ludziom, którzy przeżyli
podobną tragedię. Moje ponowne wejście na estradę było
możliwe dzięki temu,że wyrzuciłam nienawiść z serca.
Przeżycia wpłynęły na zmianę mojego repertuaru, czego
dowodem są płyty: „Nic miłości nie pokona"
i „Moje credo". Zawierają one utwory, które
są refleksją nad życiem i śmiercią.
Jakie
są Pani refleksje nad życiem, co najbardziej Pani w
nim ceni?
Z
natury jestem bardzo pogodna i pewnie ta cecha pomogła
mi przetrwać najtrudniejsze chwile. Uważam, że przez
życie należy iść z uśmiechem, pomimo bólu, który
nosimy w sercu. Każde cierpienie buduje osobowość. Tragedia
rozbija człowieka, ale też rozwija go duchowo. Zmusza
do zatrzymania się i refleksyjnego spojrzenia na świat,
na siebie, na bliźnich, na życie. Ważne jest, byśmy
przeżywali radość życia, umieli cieszyć się porami roku,
dobrami ziemi, istnieniem innych łudzi. Człowiek może
odrodzić się do prawdziwego i godnego życia w każdym
momencie swojej egzystencji. Ważna jest dobroć, która
powinna promieniować z twarzy człowieka i całej jego
postawy.
Skąd
wziął się pomysł ostatniej płyty zatytułowanej „Moje
credo”?
Powstała
ona z moich przeżyć i doświadczeń, a także z refleksji
na temat wiary. Chciałam wyśpiewać, że miłość i wiara
są najważniejsze w życiu każdego człowieka. Śpiewam
o tym, dlatego, że w to wierzę. Wiem,że wiara pomogła
mi wiele w życiu osobistym, w moich trudach życiowych.
Mówię o tym głośno i śpiewam. Nie wstydzę się
tego. Wiara jest częścią mojego życia, bez niej trudno
żyć. „Nie można żyć bez Światła, ono daje moc,
niewyczerpaną siłę, co pomaga trwać" — śpiewam
w jednej z piosenek. I tak uważam. Przez to, że wierzę,
jestem pogodna i uśmiechnięta, bo największą radością
człowieka jest spotkanie z Jezusem Chrystusem. Z wiary
rodzi się zdolność przebaczania. Przebaczając, pokazałam,
że człowiek jest oczyszczony i może emanować dobrem.
Dziękuję
za rozmowę. Pani wypowiedzi nie tylko przybliżyły nam
życie i osobowość wielkiej i jakże lubianej artystki,
ale także ukazały człowieka prawdziwie żyjącego wiarą
i budującego na jej fundamencie swoją egzystencję. Jakże
bardzo nam dziś potrzeba takich wzorów.
|