|
W
lipcu bieżącego roku popularna polska piosenkarka
Sława
Przybylska
po
raz kolejny spędzała urlop na Roztoczu.
Zapytana
o fascynujące obiekty Roztocza odpowiedziała:
Sprowadza
mnie tu miłość do piękna i dobrych ludzi. Dzięki zaproszeniu
na trzy kolejne Festiwale Pieśni Maryjnej w Łaszczówce,
odkryłam piękno Roztocza, wspaniałe lasy, źródła
czystej wody i powietrza, majestatycznych dębów
w Górecku Koscielym i wielu innych bliskich mi
miejsc. W tym pięknym zakątku naszej Ojczyzny można
wielbić potęgę naszego Stwórcy i mądrość świętego
Franciszka z Asyżu. Doznaję tu wiele ciepła, serdeczności
i gościnności. Podczas każdego pobytu w Łaszczówce
oboje z mężem czujemy się rodzinnie i przyjacielsko
i dlatego nasze częste powroty w te strony będą całkowicie
uzasadnione.
W
ubiegłym roku obchodziła Pani 40-lecie swojej pracy
artystycznej, proszę o kilka słów wspomnień.
Moje
śpiewanie rozpoczęło się bardzo wcześnie, jeszcze w
przedszkolu. Twierdzę, że każde dziecko jest poetą i
każde dziecko śpiewa, niektórym dzieciom to mija,
a niektórym zostaje. Mnie zostało. Śpiewałam
od najmłodszych lat, ale nie bardzo wierzyłam, że śpiewanie
może być profesją. Miałam wiele zainteresowań miedzy
innymi plastyczne, ukończyłam liceum sztuk plastycznych,
malowałam, rzeźbiłam, ale potem zmieniłam kierunek,
ukończyłam studia ekonomiczne - handel zagraniczny.
Zaczęłam nawet pracować w tym zawodzie, ale stwierdziłam,
że to nie jest droga, którą mogę dalej kroczyć.
Śpiewanie stało się moim wewnętrznym imperatywem.
Większość
Pani piosenek to wielkie przeboje, które śpiewała
cała Polska, do dziś zachwycają i budzą wzruszenia.
Śpiewam
piosenki, z którymi mogę się utożsamić, jeśli
chodzi o teksty. Od wielu lat, na początku moich estradowych
występów dużo pisała dla mnie Agnieszka Osiecka.
Potem ogromne wrażenie wywarły na mnie wiersze Bułata
Okudżawy, które w latach siedemdziesiątych miały
zupełnie inny wyraz, one były komentarzem do naszej
epoki, czasami poza cenzurą były to teksty ponadczasowe.
Czy
w życiu i działalności artystycznej korzystała Pani
z jakichś wzorów?
Wzorem
jest dla mnie moja matka, która była kobietą
prostą, ale miała ogromne poczucie piękna, radości i
życzliwości dla ludzi. Myślę, że matka wciąż mi w tym
towarzyszy. Jeśli ktoś się urodził w środowisku, gdzie
Bóg był na pierwszym miejscu, gdzie był w kwiatach,
ptakach, drzewach, myślę, że to już zostaje na całe
życie - i to też wyniosłam od matki.
Jaki
jest Pani przepis na życie?
Wydaje
mi się, że większość ulega idei pieniądza, zatraca życie
duchowe, ponieważ pieniądz powoduje pośpiech. Jeśli
ma się go trochę, to chce się mieć go jeszcze więcej
i w tym pośpiechu gubi się to, co jest ważniejsze, a
więc kontemplacja, zastanawianie się nad sobą, nad swoimi
relacjami ja a Bóg, wieczność, rzecz. A przecież
nie rzeczy powinny nas określać, tylko my te rzeczy
mamy określać. Jakie są proporcje, naprawdę trudno mi
powiedzieć. Jest to pytanie przerastające moją ocenę.
Uważam, że jestem drobiną, jestem pyłem i moje życie
jest mgnieniem, a więc nie podchodzę do tego życia jako
do czegoś, co jest bardzo ważne. Ważne jest to wszystko,
co mnie otacza, l w tym sensie mam poczucie i pojęcie
wieczności. Żyję sprawami, które są sprawami
wyższego rzędu, nie zwracam uwagi na klęski, niedogodności,
uważam, że są to rzeczy przemijające i dzięki temu potrafię
cieszyć się właśnie takimi sprawami, że śpiewa ptak,
że zobaczę piękne dzieło, piękne malarstwo lub piękny
kwiat.
Dziękuję
za rozmowę.
Z
artystką rozmawiał ksiądz Tadeusz Sochan.

|