|
Z Marcinem Janosem
Krawczykiem, tomaszowianinem, odtwórcą roli ks. Antoniego Króla w serialu
„Plebania” rozmawia ks. Tadeusz Sochan
Marcin Janos Krawczyk –
szczęśliwy mąż i tatuś – znany
jako ksiądz Antoni w serialu „Plebania”. Która rola wydaje się trudniejsza?
Moją rolą życiową, jest nie
tyle grać, co być mężem i ojcem. Życie płata figle, tym bardziej - życie aktora
jest pełne niespodzianek. Taką niespodzianką jest dla mnie ksiądz Antoni,
którego gram w serialu „Plebania”. Jej trudność polega na tym, że na co dzień
nie jestem w świecie duchownych. Ten świat można więcej lub mniej poznać, ale
zawsze dla człowieka zwanego świeckim, będzie ten świat tajemnicą. Poznawanie
tego świata jest fascynującym odkrywaniem rzeczywistości, jednak innej od tej,
w której większość z nas żyje. Myślę, że rolę księdza trudniej mi grać, niż żyć
tą rolą będąc księdzem. Jednocześnie uświadomiłem sobie, jak skomplikowany jest
świat, w którym duchowny nie gra, ale jest.
Czy ksiądz Antoni spełnia oczekiwania Marcina?. Czy jest
on kapłanem, którego chciałbyś mieć w swoim kościele parafialnym?
Okazuje się, że duchownych nie
zsyła niebo, ale rodzą się na ziemi, i w dużej mierze ksiądz jest tworem
kultury, cywilizacji, ludzkiej mentalności obecnego świata. W księdzu Antonim
dostrzegam człowieka, nie wolnego od śladów epoki. Wcielenie się w rolę księdza
Antoniego nauczyło mnie wiele pokory i ostrożności w patrzeniu i ocenie każdego
księdza. Tak, ksiądz Antoni mógłby być moim duszpasterzem.
Jaki powinien być ksiądz dzisiaj?
Odpowiem krótko: ksiądz nie
może grać roli księdza, ale nim po prostu być. Ilu jest mężczyzn naznaczonych
kapłaństwem, tylu jest księży. A, że każdy mężczyzna jest inny, więc i księża
nie mogą być monolitem.
Czy rola księdza Antoniego przybliżyła Ci życie i
problemy przeciętnego księdza?
Tak, o tym już mówiłem. Na
pewno dzisiaj dużo więcej wiem o świecie, który do niedawna był dla mnie tylko
światem z zewnątrz. Wiele więcej go rozumiem, choć nadal pozostaje tajemnicą.
Niech tak zostanie.
Telenowela „Plebania”, to nie pierwszy serial, w którym
grasz. Jakie role aktorskie już kreowałeś?
Po ukończeniu Państwowej
Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, przez dwa sezony grałem w Teatrze
Dramatycznym w Warszawie, gościnnie występowałem w Teatrze Powszechnym w
Radomiu oraz na scenach off-owych w Warszawie. Zagrałem do tej pory w paru
serialach: „Klan” – Sebastiana, „Czego się boją faceci …” – Blejtrama,
Gwiazdora w „Niani”, w mniejszych epizodach innych seriali i filmów, a także w
teatrze TV. Było już trochę tych ról, „popełniłem” także ponad dziesięć reklam.
Są role, na które czekasz szczególnie.
Bycie aktorem, to ciągłe
oczekiwanie na nowe propozycje i ciekawsze role… Ja na szczęście przestałem
czekać, w złym tego słowa znaczeniu, choć ciągle marzę… szczególnie o jednej,
która póki co, pozostanie tajemnicą. Czekanie zastąpiła mi kolejna pasja,
robienie filmów z drugiej strony.
Opowiesz nam coś więcej o tym?
W ubiegłym roku skończyłem
kurs reżyserii dokumentalnej w Mistrzowskiej Szkole Andrzeja Wajdy. Filmy,
które zrealizowałem, „Randez–vous” i etiuda „Cisza”, jeżdżą po międzynarodowych
festiwalach filmowych i zdobyłem już za ich reżyserię parę nagród, ostatnio
GRAN-PRIX w Koszalinie, nagrodę publiczności w Warszawie, ale mam nadzieję, że
to dopiero początek.
Myślisz o robieniu filmów tylko dokumentalnych?
Jeszcze przed szkołą reżyserii
zrobiłem reklamę miesięcznika „Kino”, za którą dostałem główną nagrodę w
konkursie, „Jutro Filmu”, a także film fabularyzowany „Basia, Basia” –
nagrodzony za reżyserię. Ostatnio mój scenariusz wygrał konkurs na Camerimage w
Łodzi („Życie to film” – krótki splot reklamowy dla Noki.) Mam nadzieję, że z
czasem dojrzeję do robienia filmów fabularnych, ale to długa droga…
Z tego co wiem, twój najnowszy scenariusz filmu
dokumentalnego dostał dofinansowanie z Instytutu Filmowego, zdradzisz nam o
czym będzie ten film?
Tak. Pieniądze prawdopodobnie
dostanę w drugiej połowie przyszłego roku. Kto wie, czy nie zrobię czegoś po
drodze… A „Sześć tygodni” to film, który będzie opowiadał o dzieciach
porzuconych przez matki, które zanim trafią do domów dziecka lub rodzin
adopcyjnych, pozostają w szpitalu przez tenże okres. Biologiczne matki do tego
czasu prawnie odpowiadają za swoje dziecko i mogą jeszcze zmienić decyzję. To
film o prawach nowonarodzonego człowieka do godności, potrzebie opieki…
Może wystarczy, bo zaraz
opowiem o swoich wszystkich pomysłach. A poza tym, moja reżyseria dopiero
raczkuje i nie wiem czy potrzebnie tak się tym wszystkim cieszę… bo przecież
mogę się jeszcze nie raz potknąć.
Wróćmy zatem do Twojego aktorstwa. Dowiedziałem się od
Twojej mamy, że będąc na drugim roku PWST we Wrocławiu, dostałeś propozycję
roli „Waldka” w „Świecie według Kiepskich”. Odmówiłeś. Dlaczego?
Mówiąc delikatnie nie
widziałem się w tej roli. Chyba byłbym kiepskim Waldkiem.
Niektórzy mówią, że dobry aktor potrafi zagrać każdą
rolę…
Pewnie tak. Lepiej lub gorzej,
aktor potrafi odtworzyć każdą rolę, jednak aktor to nie maszynka do tworzenia
ról, ale sztuka, wobec której trzeba dużo pokory i samokrytycyzmu. Nie każda
rola jest dla każdego. Bałem się zwyczajnie tzw. „szufladki”. Mama wtedy nie mogła tego
zrozumieć… A ja po tej decyzji przez długi czas, biłem się myślami czy dobrze
zrobiłem.
Niedawno, podczas jednej z naszych rozmów, powiedziałeś,
że największą Twoją pasją jest żona i dziecko. W życiu aktora niewiele jest
czasu i miejsca dla rodziny.
Niestety, życie zawodowe i
rodzinne to dwie równoległe drogi. Sztuką jest to pogodzić. Życie i praca muszą
mieć sens, i w końcu to zrozumiałem, że mają tylko wtedy, gdy jest w nich
miłość. Chrześcijaństwo mnie uczy, że największą miłością na świecie jest
człowiek, i to konkretny człowiek. Dla niego tylko warto pracować i żyć. Takimi
konkretnymi ludźmi są: rodzice, moja żona i moje dziecko.
Urodziłeś się w Tomaszowie Lubelskim. Po latach wróciłeś
na Roztocze, gościłem Cię w Górecku Kościelnym. W Twoim wieku za wcześnie na
podróże sentymentalne.
To nie jest sentyment.
Człowiek, aby wiedział, dokąd iść, musi wiedzieć skąd przyszedł. Ja wyszedłem z
przepięknej, mało docenianej i znanej roztoczańskiej ziemi. O tym nigdy nie
zapomniałem, bo często sobie i innym przypominam o moim pochodzeniu. Miejsca,
które się kocha, wciąż żyją, i na różne sposoby się w nich bywa. Powiem więcej.
W nich trzeba bywać, aby człowiek nie był tylko anonimowym przechodniem
miejsca, w którym przyszło mu teraz żyć. Oczywiście trochę jest w tym
sentymentu, ale więcej potrzeby przypomnienia i dotknięcia piękna początku, aby
pięknie przeżywać „czas męski”, a nawet „czas klęski”.
Roztocze przypomina mi
prostotę, którą gubimy na ulicach wielkich miast, a za którą tęsknią nawet
urodzeni w metropolii. Na pewno jeszcze nie raz będę tam wracał i to nie sam. Ostatnio,
jak wiesz odkrywam na nowo, nie tylko miejsce, gdzie się urodziłem, żyłem, ale
takie miejsce jak Górecko Kościelne, którego wcześniej nie miałem okazji
poznać. A zachwyciło mnie…, trudno opisać! Po prostu, kto nie był, to musi tam
wybrać się. A ja, być może zrealizuję tu film, o którym jak wiesz, myślę od
dłuższego czasu. Marzy mi się, aby piękno tego miejsca i szczerość tych ludzi
podejrzeć i utrwalić w dokumencie pt. „Obraz”. Pretekstem do pokazania tego
życia będzie Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w rodzinach.
Znasz takie powiedzenie: „życie, to jest teatr”. Na ile w
tym życiu – teatrze, jesteś aktorem, a ile reżyserem?
To trudne pytanie, bo dotyka
trudnych wyborów człowieka. Wolność dana każdemu z nas, stwarza możliwość
reżyserowania spektaklu życia, a jednocześnie grania w nim głównej roli. Tylko,
że my zbyt często wolimy być statystami, nie mówiąc o reżyserii. Jeżeli
człowiek uświadomi sobie, że jest na tym świecie niepowtarzalnym, choćby miał
brata – bliźniaka, odkryje w sobie potencjał indywidualności, która daje
możliwość reżyserii innemu i miejsce dla wszystkich na deskach teatru świata.
Na ile jestem reżyserem, a ile we mnie aktora? Nieraz bywam tylko statystą, ale
ta rola mnie nie zadowala, i znowu próbuję reżyserować rolę, którą chcę zagrać
jak najlepiej. Trzeba pamiętać jeszcze o jednej bardzo ważnej rzeczy. Tak
sztuka reżyserii jak i aktorstwa wymaga określonych reguł. W ludzkiej reżyserii
i roli życia, tymi regułami sztuki jest niepodważalne i ponadczasowe abecadło
Pana Boga. Myślę, że i tak wystarczająco dużo dał nam Największy Reżyser
wolności w eksperymentach artystycznych. Chyba życia nie starczy, aby z tej
możliwości skorzystać, więc szkoda czasu na łamanie zasad, do których i tak
trzeba będzie wrócić, by sztukę poskładać.
Zapraszam do Górecka. Może Św. Stanisław tutaj czczony
będzie inspiracją Twojej twórczości artystycznej?
Dziękuję… Dziękuję też Bogu za spotkanie takiego
człowieka jak Ty! Za otwarte serce dla mnie i dla ludzi…
Bardzo dziękuje za sympatyczną rozmowę.

|