„Życie, to jest teatr” (William Szekspir)

 

Z Marcinem Janosem Krawczykiem, tomaszowianinem, odtwórcą roli ks. Antoniego Króla w serialu „Plebania” rozmawia ks. Tadeusz Sochan

Marcin Janos Krawczyk szczęśliwy mąż i tatuśznany jako ksiądz Antoni w serialu „Plebania”.  Która rola wydaje się trudniejsza?

Moją rolą życiową, jest nie tyle grać, co być mężem i ojcem. Życie płata figle, tym bardziej - życie aktora jest pełne niespodzianek. Taką niespodzianką jest dla mnie ksiądz Antoni, którego gram w serialu „Plebania”. Jej trudność polega na tym, że na co dzień nie jestem w świecie duchownych. Ten świat można więcej lub mniej poznać, ale zawsze dla człowieka zwanego świeckim, będzie ten świat tajemnicą. Poznawanie tego świata jest fascynującym odkrywaniem rzeczywistości, jednak innej od tej, w której większość z nas żyje. Myślę, że rolę księdza trudniej mi grać, niż żyć tą rolą będąc księdzem. Jednocześnie uświadomiłem sobie, jak skomplikowany jest świat, w którym duchowny nie gra, ale jest.

Czy ksiądz Antoni spełnia oczekiwania Marcina?. Czy jest on kapłanem, którego chciałbyś mieć w swoim kościele parafialnym?

Okazuje się, że duchownych nie zsyła niebo, ale rodzą się na ziemi, i w dużej mierze ksiądz jest tworem kultury, cywilizacji, ludzkiej mentalności obecnego świata. W księdzu Antonim dostrzegam człowieka, nie wolnego od śladów epoki. Wcielenie się w rolę księdza Antoniego nauczyło mnie wiele pokory i ostrożności w patrzeniu i ocenie każdego księdza. Tak, ksiądz Antoni mógłby być moim duszpasterzem.

Jaki powinien być ksiądz dzisiaj?

Odpowiem krótko: ksiądz nie może grać roli księdza, ale nim po prostu być. Ilu jest mężczyzn naznaczonych kapłaństwem, tylu jest księży. A, że każdy mężczyzna jest inny, więc i księża nie mogą być monolitem.

Czy rola księdza Antoniego przybliżyła Ci życie i problemy przeciętnego księdza?

Tak, o tym już mówiłem. Na pewno dzisiaj dużo więcej wiem o świecie, który do niedawna był dla mnie tylko światem z zewnątrz. Wiele więcej go rozumiem, choć nadal pozostaje tajemnicą. Niech tak zostanie.

Telenowela „Plebania”, to nie pierwszy serial, w którym grasz. Jakie role aktorskie już kreowałeś?

Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, przez dwa sezony grałem w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, gościnnie występowałem w Teatrze Powszechnym w Radomiu oraz na scenach off-owych w Warszawie. Zagrałem do tej pory w paru serialach: „Klan” – Sebastiana, „Czego się boją faceci …” – Blejtrama, Gwiazdora w „Niani”, w mniejszych epizodach innych seriali i filmów, a także w teatrze TV. Było już trochę tych ról, „popełniłem” także ponad dziesięć reklam.

Są role, na które czekasz szczególnie.

Bycie aktorem, to ciągłe oczekiwanie na nowe propozycje i ciekawsze role… Ja na szczęście przestałem czekać, w złym tego słowa znaczeniu, choć ciągle marzę… szczególnie o jednej, która póki co, pozostanie tajemnicą. Czekanie zastąpiła mi kolejna pasja, robienie filmów z drugiej strony.

Opowiesz nam coś więcej o tym?

W ubiegłym roku skończyłem kurs reżyserii dokumentalnej w Mistrzowskiej Szkole Andrzeja Wajdy. Filmy, które zrealizowałem, „Randez–vous” i etiuda „Cisza”, jeżdżą po międzynarodowych festiwalach filmowych i zdobyłem już za ich reżyserię parę nagród, ostatnio GRAN-PRIX w Koszalinie, nagrodę publiczności w Warszawie, ale mam nadzieję, że to dopiero początek.

Myślisz o robieniu filmów tylko dokumentalnych?

Jeszcze przed szkołą reżyserii zrobiłem reklamę miesięcznika „Kino”, za którą dostałem główną nagrodę w konkursie, „Jutro Filmu”, a także film fabularyzowany „Basia, Basia” – nagrodzony za reżyserię. Ostatnio mój scenariusz wygrał konkurs na Camerimage w Łodzi („Życie to film” – krótki splot reklamowy dla Noki.) Mam nadzieję, że z czasem dojrzeję do robienia filmów fabularnych, ale to długa droga…

Z tego co wiem, twój najnowszy scenariusz filmu dokumentalnego dostał dofinansowanie z Instytutu Filmowego, zdradzisz nam o czym będzie ten film?

Tak. Pieniądze prawdopodobnie dostanę w drugiej połowie przyszłego roku. Kto wie, czy nie zrobię czegoś po drodze… A „Sześć tygodni” to film, który będzie opowiadał o dzieciach porzuconych przez matki, które zanim trafią do domów dziecka lub rodzin adopcyjnych, pozostają w szpitalu przez tenże okres. Biologiczne matki do tego czasu prawnie odpowiadają za swoje dziecko i mogą jeszcze zmienić decyzję. To film o prawach nowonarodzonego człowieka do godności, potrzebie opieki…

Może wystarczy, bo zaraz opowiem o swoich wszystkich pomysłach. A poza tym, moja reżyseria dopiero raczkuje i nie wiem czy potrzebnie tak się tym wszystkim cieszę… bo przecież mogę się jeszcze nie raz potknąć.

Wróćmy zatem do Twojego aktorstwa. Dowiedziałem się od Twojej mamy, że będąc na drugim roku PWST we Wrocławiu, dostałeś propozycję roli „Waldka” w „Świecie według Kiepskich”. Odmówiłeś. Dlaczego?

Mówiąc delikatnie nie widziałem się w tej roli. Chyba byłbym kiepskim Waldkiem.

Niektórzy mówią, że dobry aktor potrafi zagrać każdą rolę…

Pewnie tak. Lepiej lub gorzej, aktor potrafi odtworzyć każdą rolę, jednak aktor to nie maszynka do tworzenia ról, ale sztuka, wobec której trzeba dużo pokory i samokrytycyzmu. Nie każda rola jest dla każdego. Bałem się zwyczajnie tzw. „szufladki”. Mama wtedy nie mogła tego zrozumieć… A ja po tej decyzji przez długi czas, biłem się myślami czy dobrze zrobiłem.

Niedawno, podczas jednej z naszych rozmów, powiedziałeś, że największą Twoją pasją jest żona i dziecko. W życiu aktora niewiele jest czasu i miejsca dla rodziny.

Niestety, życie zawodowe i rodzinne to dwie równoległe drogi. Sztuką jest to pogodzić. Życie i praca muszą mieć sens, i w końcu to zrozumiałem, że mają tylko wtedy, gdy jest w nich miłość. Chrześcijaństwo mnie uczy, że największą miłością na świecie jest człowiek, i to konkretny człowiek. Dla niego tylko warto pracować i żyć. Takimi konkretnymi ludźmi są: rodzice, moja żona i moje dziecko.

Urodziłeś się w Tomaszowie Lubelskim. Po latach wróciłeś na Roztocze, gościłem Cię w Górecku Kościelnym. W Twoim wieku za wcześnie na podróże sentymentalne.

To nie jest sentyment. Człowiek, aby wiedział, dokąd iść, musi wiedzieć skąd przyszedł. Ja wyszedłem z przepięknej, mało docenianej i znanej roztoczańskiej ziemi. O tym nigdy nie zapomniałem, bo często sobie i innym przypominam o moim pochodzeniu. Miejsca, które się kocha, wciąż żyją, i na różne sposoby się w nich bywa. Powiem więcej. W nich trzeba bywać, aby człowiek nie był tylko anonimowym przechodniem miejsca, w którym przyszło mu teraz żyć. Oczywiście trochę jest w tym sentymentu, ale więcej potrzeby przypomnienia i dotknięcia piękna początku, aby pięknie przeżywać „czas męski”, a nawet „czas klęski”.

Roztocze przypomina mi prostotę, którą gubimy na ulicach wielkich miast, a za którą tęsknią nawet urodzeni w metropolii. Na pewno jeszcze nie raz będę tam wracał i to nie sam. Ostatnio, jak wiesz odkrywam na nowo, nie tylko miejsce, gdzie się urodziłem, żyłem, ale takie miejsce jak Górecko Kościelne, którego wcześniej nie miałem okazji poznać. A zachwyciło mnie…, trudno opisać! Po prostu, kto nie był, to musi tam wybrać się. A ja, być może zrealizuję tu film, o którym jak wiesz, myślę od dłuższego czasu. Marzy mi się, aby piękno tego miejsca i szczerość tych ludzi podejrzeć i utrwalić w dokumencie pt. „Obraz”. Pretekstem do pokazania tego życia będzie Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w rodzinach.

Znasz takie powiedzenie: „życie, to jest teatr”. Na ile w tym życiu – teatrze, jesteś aktorem, a ile reżyserem?

To trudne pytanie, bo dotyka trudnych wyborów człowieka. Wolność dana każdemu z nas, stwarza możliwość reżyserowania spektaklu życia, a jednocześnie grania w nim głównej roli. Tylko, że my zbyt często wolimy być statystami, nie mówiąc o reżyserii. Jeżeli człowiek uświadomi sobie, że jest na tym świecie niepowtarzalnym, choćby miał brata – bliźniaka, odkryje w sobie potencjał indywidualności, która daje możliwość reżyserii innemu i miejsce dla wszystkich na deskach teatru świata. Na ile jestem reżyserem, a ile we mnie aktora? Nieraz bywam tylko statystą, ale ta rola mnie nie zadowala, i znowu próbuję reżyserować rolę, którą chcę zagrać jak najlepiej. Trzeba pamiętać jeszcze o jednej bardzo ważnej rzeczy. Tak sztuka reżyserii jak i aktorstwa wymaga określonych reguł. W ludzkiej reżyserii i roli życia, tymi regułami sztuki jest niepodważalne i ponadczasowe abecadło Pana Boga. Myślę, że i tak wystarczająco dużo dał nam Największy Reżyser wolności w eksperymentach artystycznych. Chyba życia nie starczy, aby z tej możliwości skorzystać, więc szkoda czasu na łamanie zasad, do których i tak trzeba będzie wrócić, by sztukę poskładać.

 

Zapraszam do Górecka. Może Św. Stanisław tutaj czczony będzie inspiracją Twojej twórczości artystycznej?

Dziękuję…  Dziękuję też Bogu za spotkanie takiego człowieka jak Ty! Za otwarte serce dla mnie i dla ludzi…

Bardzo dziękuje za sympatyczną rozmowę.

Design by Yuriy Petrovskyy