|
Do
Górecka wróć - te słowa skieruje „Golec
uOrkiestra" do publiczności zgromadzonej na IX
Festiwalu Pieśni Maryjnej w Górecku Kościelnym.
Organizatorzy tego niezwykłego wydarzenia religijnego
i artystycznego na Roztoczu pracują już nad kolejną
jego edycją. Wpływają już nowe zgłoszenia od zespołów
i chórów z terenu naszej diecezji i nie
tylko.
Chęć udziału w przyszłorocznym konkursie wyraził
Ludowy Zespół Artystyczny z Milówki, w
którym śpiewa mama Pawła i Łukasza Golców.
Wcześniej, bo już w maju, tenże zespół uświetni
uroczystości odpustowe ku czci św. Stanisława BM. Nie
ulega też wątpliwości, iż gwiazdą przyszłorocznego,
IX Festiwalu Pieśni Maryjnej będzie „Golec uOrkiestra",
która zapisała Górecko do kalendarza koncertów.
W połowie października organizatorzy festiwalu P. Zbigniew
Bielak -Burmistrz Józefowa i ks. Tadeusz Sochan
- proboszcz parafii Górecko Kościelne byli gośćmi
rodziny Golców w Milówce.
Mama
sympatycznego duetu, P. Irena przygotowała góralski
obiad, nie zabrakło przy tym słynnej kwaśnicy (na życzenie
Czytelników ks. proboszcz z Górecka może
przesłać przepis na tę potrawę). Nie obyło się bez pamiątkowych
zdjęć, przyśpiewek góralskich i oczywiście wywiadu
dla „Niedzieli Zamojsko-Lubaczowskiej". Pytań
i odpowiedzi było wiele, nie sposób w jednym
wydaniu „Niedzieli" zamieścić wszystkie.
Oto niektóre z nich.
Ks.
Tadeusz Sochan.
O
swojej mamie bliźniacy mówią , że jest sercem
i królową domu. Jak skomentuje Pani te słowa?
P.
Irena Golec.
Wniosłabym
pewną poprawkę . Królową naszego domu jest babcia
Helena, która liczy już 91 lat życia, jeszcze
przy niezłym zdrowiu, uśmiechnięta, często podśpiewuje.
Nie umie żyć bez pracy, ciągle znajduje sobie jakieś
zajęcie. Dumna jest ze swoich wnuków i stale
modli się za nas wszystkich. Chętnie włącza się w rozmowę
z gośćmi i wyraźnie cieszy się z waszej wizyty u nas.
Dzięki babci, nie jestem sama w domu. Na samotność nigdy
nie narzekałam, a już szczególnie teraz. Każdego
dnia odbieram wiele telefonów, korespondencji,
przyjmuję gości. Chłopcy są szczęśliwi, że mają mamę,
która na nich zawsze czeka, przytuli ich i wciąż
jest ich doradcą. Mieli po 14 lat, kiedy zmarł im ojciec,
przybyło mi wtedy obowiązków, pracowałam zawodowo
w fabryce włókienniczej w Bielsku Białej i we
własnym gospodarstwie. Starałam się, aby dzieci nie
odczuwały braku ojca. Bardzo je kochałam, ale byłam
także wymagająca, wszystko musiało grać jak w zegarku.
Czterech chłopców to nie żarty, żeby coś z nich
wyrosło, musieli mnie słuchać - goniłam do nauki,
do pracy w polu i do kościoła. Zaufałam w pełni Bogu.
Muzykowanie
moi chłopcy mieli zakodowane już w genach, od pokoleń.
Jak sięgnąć w przeszłość, tak w mojej rodzinie czy
w
rodzinie mojego męża ktoś grał i śpiewał. Średni syn
Rafał gra na gitarze, nieźle śpiewa i założył zespół
rockowy. Potrafi też malować. On zauważył, że bliźniacy
mają szczególny talent i zadbał o to, aby poszli
do szkół muzycznych. Najstarszy Stanisław umie
grać
na kilku instrumentach, jest budowniczym, przejął
rolę menadżera zespołu. Moi synowie przeszli twardą
szkołę życia, nie rozczulałam się nad nimi, bo nie było
na to czasu. Sama ciężko pracowałam i ich nie oszczędzałam.
Myślę, że tego nie żałują. Żyliśmy biednie, ale honorowo,
zawsze z muzyką śpiewem i humorem. Wszystkich wykształciłam
w wyższych uczelniach. Jestem prostą góralką,
ale
o swoje bić się potrafią. Nigdy nie poszłam na kompromis,
gdy chodziło o prawdę, wiarę, o honor.
Ks.
T. Sochan.
Jak
czujecie się w roli gwiazd? Spytałem Łukasza, który
z żoną Edytą na chwilę przyjechali do Milówki
z pobliskich Łodygowic, aby odwiedzić mamę i spotkać
się z nami.
Łukasz
Golec.
Nie
lubimy, gdy mówi się o nas „gwiazdy".
Ludzie chcieliby usłyszeć o nas coś niezwykłego, my
jesteśmy normalną rodziną. Wszystko, co osiągnęliśmy,
zawdzięczamy rodzinie. To dar od Boga, szczęście i ciężka
harówa. Na pewno wiele pomaga nam kochana babcia
Helena, która nieustannie modli się za nas. Nasza
rodzina jest bardzo religijna. Od mamy nauczyliśmy się
wiele mądrych powiedzeń, które szanujemy i według
nich staramy się żyć np. „ Gość w dom, Bóg
w dom " czy „ Bez Boga ani do proga ".
Wiara
daje siły do pokonywania codziennych problemów.
To wielka zasługa naszej mamy i jesteśmy z tego dumni,
że wyrośliśmy w tej tradycji i czerpiemy z niej siłę.
Nie czujemy się gwiazdami, tylko zwykłymi ludźmi, może
tylko bardziej rozpoznawalnymi na ulicy. Gdybyśmy spróbowali
zadzierać nosa, mama bardzo by nas skarciła za to. Mówi
nam zawsze, że pycha jest pierwszym z siedmiu grzechów
głównych. Trzeba mieć zawsze czytelną hierarchię
wartości. Dlatego odmówiliśmy występu w programie
„Big Brother", ale z wielką satysfakcją i
radością zagramy na festiwalu w Górecku. Bardzo
lubimy to, co robimy i robimy to, co lubimy, jedno z
drugim można pożenić.
Ks.
T. Sochan.
Czy
łatwo jest być żoną Golca? - z tym pytaniem zwracam
się do Ciebie Edytko.
Edyta
Mędrzak-Golec - żona Łukasza.
Łukasz
i Paweł są nierozłączni. Ani żona, ani nawet osobne
domy ich nie rozdzielą. Gdy się pożenili, ich więź jeszcze
bardziej się wzmocniła. Spotykają się rzadziej, bo mieszkają
w różnych domach, ale kontaktują się intuicyjnie.
Ubierają się podobnie. Jeżeli mają różne zdanie
na jakiś temat, to zawsze szybko ustalą wspólne.
Razem jeżdżą na urlopy — choć żony chciałyby czasem,
aby odpoczęli od siebie. Zanim weszłam do rodziny, należałam
już do uOrkiestry. Gram na altówce i śpiewam.
Na pewno nie jest łatwo być żoną Golców. Ja mam
o tyle komfortową sytuację, że wszędzie z mężem jeżdżę.
Razem pracujemy, razem mieszkamy, wszystko razem robimy.
Gorzej ma Kasia, żona Pawła, która pracuje w
teatrze w Bielsku i rzadko może jeździć w trasę. Mamy
bardzo dobrą teściową, po cichu mówiąc, podobają jej się synowe, wyraźnie daje nam to do zrozumienia.
Mówi nieraz: „Mogę na was liczyć, bo jak
mam coś do załatwienia, to Paweł albo Łukasz mówią
„zaraz", a synowe załatwiają sprawę od ręki.
Dziękuję
za rozmowę.
Z
rodziną Golców rozmawiał ks. T. Sochan

|