|
Powyższy
tytuł, Violetta Villas obiecuje uzasadnić w niniejszym
wywiadzie, który z fascynującą artystką przeprowadził
ks. Tadeusz Sochan.
Ks.
Tadeusz Sochan
Pani
Violetto, wiele już razy postanawialiśmy podzielić się
z innymi, tym wszystkim, o czym rozmawiamy i dyskutujemy
przy okazji różnych spotkań. Bardzo liczni wielbiciele
wiedzą o tym, że swoje życie prywatne otoczyła Pani
nimbem tajemnicy i na pewno będą szczęśliwi, jeśli uchylimy
jej rąbka.
Violetta
Villas
Dobrze,
księże Tadeuszu. Ksiądz już tyle wie o mnie, ze nie
muszę sama opowiadać, proszę mnie wyręczyć, może księdzu
czytelnicy uwierzą. Ile razy udzielałam jakiegoś wywiadu,
zawsze czymś go „ upiększono " i w konsekwencji
jego treść była daleka od obiektywizmu. Tym razem będzie
to rozmowa kontrolowana. Czytelnicy tak zacnego pisma,
jakim jest „ Niedziela Zamojsko-Lubaczowska "
powinni poznać prawdę obiektywną.
Ks.
Tadeusz Sochan
Pani
imię i nazwisko jest wymyślone dla potrzeb kariery artystycznej,
czy w życiu prywatnym można być sobą?
Violetta
Villas
Popularność
zwykle komplikuje człowiekowi życie prywatne. Kiedy
zaczynałam karierą była to satysfakcja, ale później
chciałam być osobą anonimową nie udało się jednak uciec
za kulisy życia, i tak naprawdę trudno być sobą. Sama
nazwałam siebie Villas, bo z okien rodzinnej willi widać
było las, natomiast imię Violetta, to pierwsze imię,
którym nachrzciły mnie zakonnice w belgijskim
miasteczku Liege, gdzie urodziłam się. Mój tata
nie zaakceptował tego imienia. On szybko zauważył moje
predyspozycje muzyczne. Był dyrygentem orkiestry górniczej.
Na początku sam uczył mnie gry na skrzypcach. Ostro
karcił mnie za błędy. Lżej było już w szkole muzycznej.
Równolegle zawsze śpiewałam.
Ks.
Tadeusz Sochan
Pierwsze
lata dzieciństwa przeżyła Pani w Belgii. Jakie ma Pani
wspomnienia z tamtych lat?
Violetta
Villas
Były
to trudne lata II wojny światowej, choć nie tak okrutne
jak w Polsce. Rodzice czekali jej zakończenia, by wrócić
do ukochanej Ojczyzny. Miałam 8 lat jak z rodzicami
i rodzeństwem przyjechałam do Polski. „ W Lewinie
koło Kudowy" — tymi słowami zaczynam jedną
z piosenek, którą sama napisałam, i gdy ją śpiewam,
nie mogą opanować wzruszenia, bowiem w Lewinie Kłodzkim
upłynęło moje dzieciństwo i wczesna młodość. W rodzinnym
miasteczku, jako harcerka, lubiłam dużo śpiewać przy
ognisku, także w chórze kościelnym, a nade wszystko
tańczyć i stroić się. Pracowałam nawet jakiś czas w
administracji miejscowego G.S.-u. Wierzyłam, że znajdę
swoje szczęście. W poszukiwaniu tego szczęścia wyjechałam
do Szczecina. Tam podjęłam wyższe studia muzyczne i
mocno wierzyłam, że przyjdzie taki czas, kiedy spełnią
się wyroki Opatrzności i moje marzenia.
Ks.
Tadeusz Sochan.
W
jednej z pierwszych piosenek „Przyjdzie na to
czas" każe Pani cierpliwie czekać na szczęście.
Czy uważa się Pani za osobę szczęśliwą?
Violetta
Villas
Według
mnie szczęście jest bardzo ulotne. Zawsze marzyłam o
prawdziwym szczęściu, marzyłam o wielkiej miłości, marzyłam
o podróżach i sławie. Wiele się z tego spełniło
- byty dalekie podróże, były wielkie miłości,
śpiewałam na wielkich estradach świata, występowałam
z największymi gwiazdami świata — z Paulem Anką,
Ellą Fitzgerald... Przywoziłam ze sobą mnóstwo
pieniędzy, samochody, najdroższe futra. Miałam piękną
willę i wielu wrogów. Potem doszczętnie mnie
okradziona, ale nie poddawałam się. Uważam, że na ziemi
trudno o pełne szczęście. Powtórzę za filozofem
Tatarkiewiczem, że człowiek nie może zdobyć szczęścia,
które trwa ciągle, są tylko szczęśliwe chwile.
Różne piekiełka, które przeżyłam w Polsce
i za granicą pozwoliły mi zbliżyć się do Boga. Po cichutku
sama sobie wyznaję, że nigdy nie byłam szczęśliwa do
końca. Bóg dał mi do jednej dłoni szczęście,
do drugiej - cierpienie. Kiedy to zrozumiałam, jeszcze
bardziej zbliżyłam się do Niego. Rozważałam nawet możliwość
wstąpienia do klasztoru. Mój spowiednik odradził
mi jednak, przekonał mnie, że moim powołaniem jest śpiew,
który przynosi ludziom radość, ociera łzy. Śpiewam
dla ludzi, wyrażam siebie w tym, co śpiewam. Pragnę
ogrzać ich swymi piosenkami. Niosę im całą siebie. Wtedy,
kiedy staję na scenie daję z siebie wszystko. Wiem,
że często wzruszenie, płynące z dobrze zaśpiewanej piosenki,
więcej znaczy niż lekarstwo. Na scenie także sama się
wzruszam i autentycznie płaczę, kiedy śpiewam piosenkę
„Do Ciebie mamo", czy „Szczęście".
Ks.
Tadeusz Sochan
Niektórzy
mówią, że afiszowanie się religijnością jest
komercyjnym tylko sposobem utrzymania się Pani na estradzie.
Czy można odeprzeć te zarzuty?
Violetta
Villas
Wiem,
że tak mówią, i to mnie bardzo boli. Mam wrogów,
którzy czuwają i wymyślają złośliwe plotki. W
przypadku mojej wiary w Boga jestem silna, nikt mi jej
nie odbierze i nigdy nie pójdę na kompromis.
Przed wejściem na scenę zawsze modlę się i koncert ofiarowuję
Bogu. Jestem świadoma, że wszystko otrzymałam od Niego.
Nawet braw nie przyjmuję dla siebie. Modlę się za moich
wrogów i za grzeszników, którzy
są na sali. Rzucam ich w przepaść Bożego Miłosierdzia.
Bo miłosierdzie ma przewyższać sprawiedliwość. Miłość,
jak zatytułowaliśmy naszą rozmowę, ma niejedno imię.
O tej miłości, która przewija się w wielu odmianach,
śpiewam w moich piosenkach. Jedno z największych imion
miłości jest MIŁOSIERDZIE BOŻE, bezgraniczne. Tak długo
czekałam na szczęście, na miłość, jedynie Bóg
mnie nie zawiódł. Nie akceptuję tego, co dzieje
się dziś na świecie. Świat jest chory. Ileż złości,
zawiści, nieposkromionych oczekiwań. Ludzie chcą "być",
tylko poprzez "mieć". Dlatego, między innymi, na wiele
lat wybrałam samotność. To mój świadomy wybór.
Znalazłam ukojenie, ład serca, sens życia. Nieustannie
kontempluję Tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Uczę się
miłosierdzia względem ludzi, a także względem naszych
mniejszych braci, którymi są zwierzęta, ptaki
i cała przyroda. Na Bożej łące są różne kwiatki,
potrzeba także takich, jak ja, które widzą tych
najmniejszych z najmniejszych.
Wielu
mi to zarzuca, ale tu nie ustąpię, jestem i będę sobą.
Siłą do pokonywania wszelkich trudności, które
spotykam, co dzień, czerpię z modlitwy.
Ks.
Tadeusz Sochan
Wiem,
że wiele czasu poświęca Pani modlitwie. Wielkim szacunkiem
darzy Pani kapłanów. Przekonałem się niejednokrotnie
o tym, kiedy na pożegnanie Pani prosi o błogosławieństwo.
To bardzo wymowny gest. Bardzo proszę o refleksję, jakie
jest znaczenie modlitwy w Pani życiu?
Violetta
Villas
Najpiękniejszy
pokój w moim domu przeznaczony jest na kaplicę,
w której modlę się. Tak było i w Magdalence,
gdzie mieszkałam jakiś czas. Oczywiście nie ma tam Eucharystii,
jak to niektórzy powiadają. Zdarza się jednak
czasem, że za pozwoleniem Władzy Kościelnej, kapłan
sprawuje w moim domu Mszę Świętą. Jestem wtedy szczęśliwa.
Nawiasem mówiąc, was, kapłanów bardzo
szanuję i bronię was. Modlitwa jest Bożym darem, jest
współpracą z łaską Bożą. Czas przeznaczony na
modlitwę nigdy nie jest czasem straconym. Jest wspaniałym
czynem człowieka, a nie ucieczką, od świata, jak to
niektórzy twierdzą. Trzeba być tylko w ścisłej
relacji z Bogiem. Wielu tego nie rozumie, ponieważ płytka
jest ich wiara. Wiara także jest darem Bożym, zaczyna
się ona tam, gdzie kończy się rozum, który jest
ograniczony. Bardzo podoba mi się myśl, którą
usłyszałam w Radio Maryja: „Każdy modli się tak,
jak żyje, i każdy żyje tak, jak modli się ". Aby
modlitwa była owocna, musi być pokorna, ufna i wytrwała.
Nie można zniechęcać się trudnościami. Bóg, to
wielkie Ognisko Miłości, z którego pełnym źródłem
wychodzi powiew Miłosierdzia, do którego możemy
się przytulić i przez modlitwę czerpać zdroje łask dla
siebie i całego świata.
Ks.
Tadeusz Sochan
Dziękuję
serdecznie za rozmowę.

|