Roztoczańska legenda

O zjawieniu św. Stanisława bpa w Górecku Kościelnym

Śladami św. Franciszka w Górecku

 

 

Roztoczańska legenda


     Bóg stwarzając świat, obdarował po różnymi skarbami. Rozsiewał je z góry po ziemi. Gdzieś rzucił trochę złota, w innym miejscu ziemi zalśniły diamenty. Skinął ręką na morza i pojawiły się perły oraz wspaniałe rafy koralowe. W niektórych zakątkach świata zakwitły niespotykane kwiaty i wyrosły drzewa, rodzące przepyszne owoce. Pan z zadowoleniem rozejrzał się wokół i nagle dojrzał miejsce ubożuchne - Roztocze, gdzie nie było ani wspaniałych drzew, ani świecących kamieni. Złocił się tylko piasek, na którym rosły mizerne rośliny. Niestety, miał już puste dłonie. Zapłakał więc Pan nad losem ludzi, których nie miał już czym obdarować. Z Jego łez powstały najczystsze na tej ziemi strumyki, a jeden z nich zatrzymany przez ludzi tamą, utworzył maleńkie „jeziorko" z wodospadem.

     Dziwna była ta kraina, cicha i pusta, słychać było tylko szmer czystej wody. Zadumał się Bóg głęboko i pomyślał: „A może rozsiać tu nasiona sosny? Poślę ptaki, one szybko wykonają zadanie, a przy okazji rozweselą ludzkie serca swoim śpiewem". Wkrótce na Roztoczu zaroiło się od skrzydlatych śpiewaków, a ziemia zazieleniła się sosną. Zrobiło się tu tak pięknie, że św. Franciszek patrząc z góry pomyślał: „To wymarzone miejsce dla mnie", i poprosił Pana Boga, aby pozwolił mu zejść na roztoczańską ziemię. Pierwsze kroki postawił tam, gdzie ptaki śpiewały najpiękniej.

    Zaledwie pojawił się nad strumykiem, zewsząd nadlatywali ku niemu skrzydlaci przyjaciele. Wygłosił do nich, kazanie i zasadził dęby, żeby wśród ich konarów mogły wić bezpiecznie gniazda. Było to w Górecku, w sercu Roztocza. Św. Franciszek, gdy wrócił do nieba, z zachwytem opowiadał o niezwykłej krainie na polskiej ziemi, w której przebywał. Usłyszał to św. Stanisław i pomyślał: „Skoro jestem patronem Polski, czemuż nie mogę mieć poza Krakowem letniej rezydencji w Górecku?". Bóg pozwolił na to i św. Stanisław przybył do Górecka. Nie raz objawiał się ludziom, którzy na jego prośbę zbudowali kilka kapliczek w miejscach wskazanych przez Świętego.

    I od tej pory w Górecku szemrzą najczystsze strumyki, najpiękniej śpiewają ptaki, rosną wiekowe dęby, szumią gęste, sosnowe lasy, a przyjaźń Świętych -Stanisława i Franciszka owocuje niezwykłą, duchową atmosferą tego miejsca.

 

KS. TADEUSZ SOCHAN

 

 

O zjawieniu św. Stanisława bpa w Górecku Kościelnym


Za panowania Jana Kazimierza, gdy wielki rebeliant Bohdan Chmielnicki w r. 1648 dnia 7 października nazbierał Tatarów i Kozaków pod Zamość podszedł grożąc wielkim ogniem i mieczem przez 17 dni, kto żyw był z fortuną i zdrowiem po fasach kryć się musiał, co też i Góreczczanie uczynili, zgarnąwszy bydło w puszczą głęboką, gdzie się nieczyste to miejsce nazywa Przeskoki poszli.

 

Od tego miejsca często do Górecka przychodził Jan Socha młodzian o osobliwej urodzie. W nocy taka mu się rzecz przydała - idzie tenże Socha z Rusinem zwanym Kłuz rozmawiając, aliści przed sobą zobaczyli jasność, w której widmie pokazała się osoba podobieństwo biskupa wyrażająca. Socha przerażony zaczaj uciekać, na którego owa jasność zawołała - nie bój się grzeszna duszo, poczekaj i daj mi noża. Socha słysząc, że napiera się noża, obawiając się, aby go nie zabiła, począł bardziej uciekać. Zawołał powtórnie biskup - nie bój się grzeszna duszo - jam jest Stanisław biskup krakowski, daj mi noża - nie zabiję Cię, ale naznaczę miejsce święte, gdyż na tej puszczy będzie zjawienie na chwałę Panu Bogu. Socha drżąc podał nóż, którym Stanisław uciął gałązkę, potem końcem noża uderzył w sosnę, a zaostrzywszy gałązkę utkwił ją w sośnie, mówiąc - tu będzie kaplica pierwsza. Ta sosna stoi dotychczas (1824 r.) w tejże kaplicy. "Od ku rzece", gdzie zjawa ucięła gałązkę, zrobiła na kształt wieńca i powiesiła na gałęzi sosny mówiąc: tu będzie kaplica druga. W tej wodzie, kto się obmyje z dobrą wiarą, od wszelkiej choroby będzie wolny. Od rzeki święty wrócił nazad jakoby ku Górecku idąc, zawiązywał około ścieżki po obydwu stronach brzozy, które tak powiązane rosły następne lata. Tymże sposobem naznaczył kaplicą trzecią, w której jest teraz obraz NP Marii z Józefem. Stąd postąpiwszy, wziął jako pierwszy z brzozy gałązkę i w sosną wszczepił, która się zaraz przyjęła i tak w sośnie brzoza rosła jak na swoim korzeniu, (aż się jej dotknął człowiek zwany Chrobot to uschła). W ten sposób uczyniwszy święty rzekł - tu będzie kościół,

 

Gdy to Stanisław uczynił wejrzawszy na Sochę rzekł - idź do Górecka i opowiedz coś widział, a to miejsce niech dylami obstawią. Jest w Górecku człowiek, który podczas morowego powietrza obiecał postawić figurę nad wsią rzecz mu, aby nie tam tylko przy sośnie naznaczonej postawił. Co wymówiwszy biskup począł się powoli podnosić ku niebu aż zniknął. Socha z Kluzem poszli do wójta opowiadając wszystko porządkiem, gdy wzmiankę uczynili o figurze, odezwał się Olszak: jam jest, który obiecał figurą wystawić, a ponieważ jest taka Boga i Stanisława woła - tak więc uczynię. Jakoż stanęła figura, pod którą różnej kondycji ludzie przychodząc do św. Stanisława, ratunku przywieziono na to miejsce i proszono bednarza Wróbla, aby nad nim litanię zmówił - zaraz czart uciekł. Tymi i innymi cudami wzruszeni Góreczczanie poczęli drzewa na to miejsce zwozić i obrabiać, co gdy usłyszeli prałaci zamojscy, wysłali jednego kanonika na to miejsce, który stanął przy figurze i począł łudzi rozpędzać jako tych, co zmyślają i łada, czemu wierzą, a uczyniwszy to zamyślił nazad do Zamościa wracać, lecz zatrzymać się musiał, bo ledwo, co na konia wsiadł, padł pod nim koń. Przestraszony Lewart Dyda klęknął, żałując tego, co uczynił, a prawdziwe zjawienie św. Stanisława ogłaszać obiecał. Za którą obietnicą zaraz koń ożył a Lewart pojechał na nim do Zamościa.

Ludzie obrobili drewno i obstawili figurę. A gdy już figurę dylami obstawili, idzie Socha z Rusinem Hryniem ku figurze i obaczył za dylami jasność. Hryń przerażony padł krzyżem, a Socha zajrzał za dyle, gdzie zobaczył biskupa przy świetle licznej asystencji mszę odprawiającego. Zdumiał się Socha i zawołał - A cóż się dzieje, czymże Bóg mnie karze. Na co obejrzawszy się biskup powiedział - nie grzesz człowieku jam jest Stanisław. Na tym miejscu się odprawiało uroczyste nabożeństwo - to wymówiwszy zniknął.

 

Dowiedziawszy się o tym Marcin Zamojski, każe gromadzie stanąć, i którą przyjechawszy na to miejsce - zaraz 6 koni, którymi przyjechał, klękło. Ten cud widząc mądry i pobożny pan kazał dyle odrzucić, a kościół tymczasem na kształt kaplicy postawić, do którego wprowadził franciszkanina Antoniego Terleckiego w r. 1660. Przyjemna to była ofiara Bogu, gdy Marcin pojechał pod Chocim z wojskiem, to w dzień św. Marcina 30 tysięcy Turków położył...

 

 

Śladami św. Franciszka w Górecku


        Pobożna legenda opowiada, że zanim św. Stanisław – biskup - przybył do Górecka, aby założyć tu swoją letnią rezydencję, wcześniej widział to miejsce św. Franciszek, odkrywca najpiękniejszych zakątków na ziemi.

To on właśnie opowiedział św. Stanisławowi w niebie, że rosną tu majestatyczne dęby, szemrzą najczystsze, srebrzyste strumyki, pachnie tu nasycone żywicą powietrze,  sosnowe lasy szumią i chwalą Boga natchnioną muzyką przyrody, a ptaki – po wygłoszonym do nich kazaniu, najpiękniej szczebiocą wdzięczną modlitwą. Zauroczony opowiadaniem Franciszka, przybył do tej krainy św. Stanisław. Pobożny, górecki lud na jego prośbę wybudował dwie kaplice i kościółek. Powstała parafia, nazwana imieniem męczennika ze Skałki. Święty Biskup wynagrodził św. Franciszkowi, zapraszając jego braci do opieki duszpasterskiej nad parafią. W 1668 roku przybyli tu braciszkowie Biedaczyny z Asyżu i przez 200 lat wiernie go naśladowali, aż do kasaty zakonu przez carat w 1864 roku.

Do dziś Górecko tchnie atmosferą franciszkańską. Gdzie spojrzeć, wszędzie można dostrzec ślady Bożego trubadura, czy to w wyposażeniu świątyni, w niepowtarzalnym pięknie tutejszej przyrody, w maryjnej i franciszkańskiej pieśni góreckich festiwali, a nade wszystko w prostych, radosnych, nieskażonych jeszcze cywilizacją tego świata sercach ludzi, zaszczepionych ideałami, którymi żył św. Franciszek i jego bracia.

        Nazywano go heroldem Wielkiego Króla i Słonecznym  trubadurem, także drugim Chrystusem. Owoc najżarliwszej miłości Boga, całkowitego otwarcia się Bogu, wielkość, która promieniuje przez wieki i wciąż fascynuje, fascynuje i zawstydza. Z przepełnionego Bożą miłością i radością serca, wzniosła się ku niebu najpiękniejsza pieśń, jaką kiedykolwiek słyszało stworzenie – to Pieśń Słoneczna, którą ułożył św. Franciszek – „Wsławiony bądź o Panie mój, we wszystkim, co stworzyłeś nam!”.

Czy potrafimy zachwycić się tym wszystkim, co Bóg stworzył ? Czym dla nas jest przyroda ? Czy tylko okazją do sobotnio-niedzielnego weekendu po tygodniu pracy ? Może wówczas nawet nie zauważamy, że zieleń lasu ma tak wiele odcieni, że woda w strumyku może się mienić tysiącem barw. A jeśli nawet to dostrzegamy, czy pomyślimy choćby  przez chwilę – nad Źródłem piękna, które nas otacza, czy choćby przez mgnienie oka potrafimy uwielbić Boga zachwytem ? Czy potrafimy z pokorą schylić czoło przed wspaniałością świata ? Czujemy się panami tego, co nas otacza. W zielonym drzewie widzimy tylko potrzebne nam drewno, w spiętrzonej wodzie rzek, energię rzędu tysięcy megawatów... Chcemy – jak pisał poeta „zamknąć całą przyrodę w obozie koncentracyjnym. Zmusić, by niewolniczo służyła nieskończonej potędze człowieka ! Wycisnąć z niej po to ostatnie soki, choćby umęczyć ją na śmierć” (S. Riabinin).

        Słoneczny trubadur staje przed nami, by wyśpiewać tak, jak przed wiekami – piękną pieśń na cześć stworzenia i Stwórcy. Tak, jak wówczas chce nas zbratać z pszczołą, ostem przy drodze, a nawet groźnym wilkiem. Uczy, jak pokochać to wszystka, co nas otacza, jak się tym zachwycić, jak wśród natury odnaleźć Boga, odnaleźć siebie.

        W Górecku Kościelnym  każdego dnia, zimą i latem, wiosną i jesienią można odnaleźć ślady św. Franciszka. Trzeba tylko pochylić się nad źródełkiem, wsłuchać w brzęk owadów i szczebiot ptaków, zachwycić wonią kwiatów i żywicy, zafascynować majestatem wiekowych dębów, dostrzec piękno zabytkowego modrzewiowego kościółka, licznych kapliczek, i jak Franciszek – uznać wielkość i potęgę Stwórcy.

 

„Święty Franciszku, ucisz człowieka

zapachem ziemi, płynącą rzeką,

gwieździstym niebem, a jeszcze bardziej

wielką ufnością  w wyroki Boże”

(S. Riabinin)

 

Biedaczyna z Asyżu wciąż ma swoich naśladowców, wiele serc wciąż pragnie rozgrzać się jego miłością. Okazją szczególną do rozpalenia ognia tej miłości będzie odpust ku Jego czci w dniu 4 października w Górecku Kościelnym. Uroczysta suma odpustowa transmitowana będzie przez Katolickie Radio Zamość.

 

KS. TADEUSZ SOCHAN

 

Design by Yuriy Petrovskyy